17 stycznia 2017

Nasza organizacja treningu

W Obi zagłębiamy się coraz bardziej. Codzienne treningi utrwalają mnie w myśli, że ten mój piesek to jednak potrafi wysilić swój mały móżdżek. Czasem, jak każdy, zrobimy coś spontanicznie, bo nadarzy się ku temu fajna okazja. Ogólnie zaś bazujemy na ściśle opisanym planie. Organizacja ostatnio jest u nas podstawą.

Każdy planowany trening zapisuję w swoim dzienniku (notatnik zakupiony za ok 12,00 zł w biedronce). Staram się urozmaicać treningi o coś nowego, żeby pies miał jakąś odskocznię i nie stwierdził, że ciągłe powtarzanie tych samych rzeczy jest nudne. Bazujemy na podstawach, bo chcemy je udoskonalić do perfekcji. Po co mi idealny kwadrat skoro mój pies na tą chwilę wyprzedza mnie przy Zetce. Choć nie jest już tak tragicznie jak kiedyś. Goya nie przykleja mi się do nogi i nie odchodzi na bok, ale zaczęła mnie lekko wyprzedzać. Szczególnie kiedy przechodzimy z marszu w trucht. Dlatego też prawie każdy nasz początek, jak i koniec treningu to wałkowanie chodzenia przy nodze.
Oprócz tego ciągle męczymy to nasze trzymanie przedmiotów. Rezultatów nie widać, ale w planach mam jeszcze dwa pomysły, więc głęboko wierzę, że choć jeden okaże się sukcesem. Obieganie mamy opanowane na 100%, podobnie jak zatrzymywanie się na komendę (na odległość, bądź przy wskazanym miejscu). Tak samo dostawanie przy nodze. Bardzo mnie takie małe rzeczy cieszą. Powiem nawet, że z każdym dniem uświadamiam sobie, że może kiedyś wystartujemy z tą małą kluską w jakichś zawodach. Na pewno będziemy mogły wziąć udział w seminarium jako czynni uczestnicy, a nie tylko ja sama jako obserwator. Ale oczywiście niczego tutaj nie przechwalam, bo jeszcze sporo pracy przed nami, ale do rzeczy.
Na początek samo przygotowanie się do jakiegokolwiek treningu od strony praktycznej. Ja na treningi zabieram ze sobą garść smakołyków (nie za dużo, nie za mało). Jako, że Goya lubi te mniejsze, to albo wypiekam je sama (najczęściej wybierana opcja, robię je praktycznie co tydzień), albo wybieram te z Bosch Fruitees, Alpha Spirit, Woolf, bądź 8in1. Oprócz tego zawsze mam przy sobie szarpak. Jeśli chodzi o nagradzanie to piłki u nas odpadają. Najlepiej sprawdzają się szarpaki, a szczególnie te z owczego futra. Aktualnie Rauki, ale w tym roku na 100% sprawdzę też inne firmy, bo jeśli pies na futro się nakręca, to chcę tą naszą kolekcją nieco powiększyć. Oprócz tego ubiór też mam do treningów osobny. Nie chciałabym żeby nowe spodnie miały zielone łapy od trawy, albo nowy sweter został zaciągnięty psim pazurem. Do treningów przebieram się w stare, ale jakościowo dobre ubrania, w których na co dzień już po prostu bym nie wyszła. Jak to mówią ,,stare ale jare".

A teraz strona teoretyczna. Staram się aby tych naszych treningów w jednym dniu było kilka. Dlaczego? Ja stawiam na krótkie treningi, bo takie dają nam najwięcej efektów. Wolę dwa razy powtórzyć jedno ćwiczenie, a nawet tylko raz, niż zanudzać psa kilkukrotnymi powtórzeniami, bo w końcu zainteresuje się ptaszkiem, albo listkiem i sobie pójdzie. Taka jest własnie Goya - jeśli coś trwa zbyt długo to ją nudzi, nawet jeśli dostaje za to najlepsze smaki ever. Ale to jest właśnie nasz deal: żeby uzyskać najlepsze wyniki - robimy, że tak powiem, jak najmniej :)
Jak powyżej, naszych treningów jest kilka, zazwyczaj 2-3 dziennie. Każdy trwa dosłownie kilka minut. Jeśli chodzi o dobór wykonywanych komend - każdy trening w ciągu dnia ma jedną komendę taką samą, a każdą pozostałą kompletnie inną - aby była w tym wszystkim spójna całość.
Na przykład, trening z rana zawierał będzie zetkę. Kolejne ćwiczenia to skok przez przeszkodę i zmiany pozycji. Podczas kolejnego treningu będę z Goyą wykonywać ponownie Zetkę, a dodatkowo zostawanie z przywołaniem i obieganie. Wieczorem ponawiamy chodzenie przy nodze, a dla rozrywki dodajemy odsyłanie do wyznaczonego miejsca, dostawanie i coś zupełnie innego, tj. obrót, cofanie albo slalom (czego tylko dusza zapragnie).
Następnego dnia w treningach zmienia się komenda główna i staje się ona tylko poboczną, czyli dodatkiem, i dochodzi coś nowego, czego np. dopiero się uczymy.
Z takich ważniejszych. Na początku nauki danej komendy zawsze obficie nagradzam psa. Po czasie opanowania trick'u zmniejszam nagradzanie smakami, przechodzę na zabawki i nagradzam mniej. Raz - nie chcę żeby z mojego psa wyrosła mała, tocząca się kulka. Dwa - staram się aby mój pies za jedną (fajną) nagrodzę robił kilka ćwiczeń. To satysfakcjonuje i mnie, i jego. A przynajmniej pies nie robi mi rabanu, i nie stanie uparcie z ,,nie zrobię dopóki nie dasz mi tego, co masz w kieszeni, bo fajnie pachnie i jest dobre". Dodatkowo staram się robić krótkie podsumowania z treningów. Opisuję co nam wyszło, co trzeba poprawić i nad czym popracować. Zapisuję również czas trwania treningu i ilość powtórzeń danej komendy. A czasami nawet nagrywam filmiki z przebiegu, co daje mi jeszcze większą satysfakcję, bo na ekranie to ja jednak widzę również i moje błędy. Tak więc, nagrywanie swoich treningów polecam każdemu. Nie ważne czy nagrasz profesjonalną lustrzanką czy tosterem, przecież nie musi tego widzieć cały świat, to jest dla Ciebie :)
Prawda jest taka, że im częściej pracujecie z psem, tym bardziej się nawzajem poznajecie i w końcu możecie analizować dane aspekty. Wiecie co psa nakręca, a co sprawia, że traci motywacje. I nie tylko... Wiecie co Wy robicie źle i możecie to naprawiać. Pamiętaj, że nikt na tym świecie nie jest idealny, ale każdy do tej perfekcji dąży. Tak więc łapcie za długopisy i zapisujcie co chcecie osiągnąć. Albo łapcie za smycz, smaki i biegnijcie na trening, a najlepiej od razu, po co odkładać na potem?! ;)

10 komentarzy:

  1. Ciekawy post, przyjemnie się go czytało :P Sporo treningów robicie, ja w takie dni szkolne zazwyczaj robię jeden dłuższy (5-10 min żeby się nie zniechęciła) a w wolne to 2, 3 chociaż wiadomo to się zmienia - zależy od mojego humorku i psa xD My też ciągle męczymy trzymanie przedmiotów, Nela nie chce trzymać np. długopisu, linijki itp. I czasami zapomina, że ma trzymać tak długo, dopóki jej nie dam znaku żeby puszczała. Masz rację z tym że warto nagrywać treningi, ja tak robię i faktycznie dzięki temu łatwiej jest wychwycić swoje błędy, bardzo pomocne to :)
    Ps. Masz nowy aparat? Cudowne zdjęcia! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Ja teraz pracuję nad nową taktyką trzymania. Właśnie będziemy robić do tego kolejne podejście, jeśli się uda to publikuję na blogu post z moją wymyśloną techniką nauki trzymania :3
      Jeśli chodzi o aparat to nie, dalej działam ze starym. Aczkolwiek dowiedziałam się, że to tylko w poprzednim obiektywie był problem, więc zakupiłam nowy :)

      Usuń
  2. jak uczyłaś tego zatrzymania się na komendę na odległość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to było proste: jak ćwiczyłam chodzenie przy nodze, to w momencie kiedy się zatrzymywałam mówiłam ,,stój". Jak pies się zatrzymał - nagradzałam. Później już było stój bez mojego zatrzymania, czyli komendę wypowiedziałam (pies się zatrzymał) i płynnie poszłam dalej. Za wykonanie znów nagroda. Na koniec po prostu ustawiłam psa w miejscu docelowym, odeszłam na pewną odległość i zatrzymywałam psa w trakcie komendy ,,do mnie". Tak oto prostym sposobem Goya nauczyła się zatrzymywać w konkretnej odległości.

      Usuń
  3. Z reguły jestem zorganizowanym człowiekiem. Lubię wiedzieć co, gdzie, kiedy i z kim. Kiedyś myślałam, że uda mi się też planowanie ćwiczeń z psem, spacerków.. no i się nie udało. Nie umiem się do tego wcześniej zaplanowanego dnia dopasować. O wiele lepiej wychodzi nam robienie czegoś spontanicznie. Dlatego taka wersja pracy nie dla nas. Dlatego podziwiam :D
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kiedyś również to nie wychodziło, ale dlatego, że planowałam wszystko na konkretne godziny. Teraz planuję jedynie przebieg treningów. Zapisuję sobie jak mają wyglądać i jakie ćwiczenia zawierać, a wykonuję je, że tak powiem, kiedy chcę. Zazwyczaj nie zabierają mi więcej jak 10 min, więc tak naprawdę w dłuższą chwilę wolnego czasu wplatam treningi :)

      Usuń
  4. My ćwiczymy co drugi dzień przez około 10 minut. Elementy obediance przeplatam różnymi sztuczkami i kompletnie nie planuję treningów. Działa to na zasadzie- 'A dzisiaj może zrobimy sobie pozycje z marszu...?' Robimy to, na co w danej chwili mam ochotę, niczego nie planuję :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz świetne podejście :) My też rozpoczniemy planowanie treningu, myślę, że to najlepsza opcja niżeli robić coś tak jakby z niczego, co może nie dać aż takich efektów. U nas nagradzanie staram się przeplatać, ale także robię tak, że jak mam super nagrodę to pies musi się wysilić bardziej robiąc więcej rzeczy.
    Pozdrawiam :)
    czekoladowy-team.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja treningów nie planuję, bo na razie wiem tylko tyle, że musimy szlifować dostawianie się i uczyć się chodzenia przy nodze, a Nero ma jeszcze utrudnione zadanie - zmiany pozycji ;). Do tego dochodzi przywołanie, ale to tylko na spacerach.
    Beethovena muszę nagradzać bardzo często i o tym muszę pamiętać, a Nero tylko od czasu do czasu, aby jej nie przekarmić i po drugie, chciałabym z nią kiedyś wystartować w zawodach i chcę nauczyć ją tez pracy bez smakołyków.
    Bardzo fajny pomysł na post, miło się go czytało :)
    psi-temat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem z Goyą w Was wierzymy! Na pewno uda Wam się wystartować i pewnie stanąć na podium - trzymamy kciuki! <3

      Usuń