Co z tego, że właśnie powinnam tworzyć wiekopomne dzieło na Badanie sprawozdań finansowych (mamo, ja nie chce być biegłym rewidentem), ale sprawa jets tak pilna (znaczy mam wene w tym temacie włąśnie) że czekać nie mogła na później, bo by się mogło okazać, iż później już bym nei wiedziała co chciałam przkazać, wiec tworze. Znaczy informuje. I przekaz jest dość jasny:
Wiecie co jest najgorsze w byciu bezrobotnym? Posiadanie bezrobotnej koleżanki, która bynajmniej nie ma zamiaru tego stanu rzeczy zmienić, bo jej tak dobrze (czytaj. ma rentę z ZUS (sytuacja życiowa) i jak będzie miała za wysoki dochód to jej zabiorą). Ale to, że jej jest z tym dobrze, nie znaczy że mi również. Bo ja nie mogę sobie jako bezrobotny szukający pracy, w spokoju zrobić nic na uczelnie lub bezcelowo poprzeglądać netu bez bycia atakowana jej ciągłymi narzekaniami i problemami. No kurde, z całą sympatią jaką ją darze, to mnie już wkurwia. Nic tylko źle to, źle tamto. Bo ona by chciała faceta, mieszkać sama albo nie wiem co jeszcze. Samo się nie zrobi. Ja też bym wiele rzeczy chciała, i chociaż umiem do tego dążyć, coś w tym kierunku robić, a nie tylko narzekać. Chociaż narzekam dużo (przyznaje się bez bicia). Samo nic się nie dzieje!
BTW, długie pazury przeszkadzają w poprawnym pisaniu na klawiaturze, nie mówiąc już o pełnej klawiaturze w telefonie i to nie dotykowej!
