20 lutego 2016

Trasy spacerowe

Spacer to nasz mały surwiwal. Tak naprawdę podczas przechadzki wszystko może się zdarzyć, nie ważne czy wybierasz się na kilometrową przebieżkę wokół domu, czy 10-cio kilometrową wokół miejscowości. Kiedy zamierzasz już wypełznąć poza drzwi mieszkania i zabrać gdzieś swojego czworonoga - jakie miejsca wybierasz? Te mało zaludnione, gdzie pies może biegać swobodnie spuszczony? Takie, gdzie krajobrazy sprzyjają udanej sesji, czy swoje ulubione miejsce, w którym możesz się wyciszyć?

♥     ♥     

Wielu właścicieli często zapomina o psich łapach. Zazwyczaj zimą sobie o nich przypomina, ponieważ mrozy i sól sypana na ulicach sprawia, że opuszki pękają, co powoduje nieprzyjemny ból naszym pupilom. Wtedy każdy szuka wszelkich maści, a nawet butów! dla swoich psiaków. Jednak zima to tylko jedna pora roku - gdzie podziała się reszta? Gdzie wiosna, lato i jesień?
Wyszukując wszelkich informacji na temat łap, a konkretniej opuszek palcowych, śródręczowej oraz śródstopowej nie znalazłam zbyt wielu informacji. Dla opornych - są to sprężyste poduszki kończące łapę, które pełnią funkcję amortyzującą i chroniącą przed nadmiernym zimnem lub ciepłem. Są silnie narażone na uszkodzenia (przetarcia, przecięcia).

Niektórzy twierdzą, iż pies jest tak zaprojektowany przez naturę, że warunki pogodowe nie są mu straszne. Ale to przecież na łapach pies utrzymuje cały swój ciężar. Teraz przypomnij sobie swoje pierwsze buty, które zaczęły Cię obcierać, ranić, kiedy każdy krok stawał się ogromnym bólem. Tak, nasz pies również może odczuwać ból - niezależnie od pory roku. Na uszkodzenia psich poduszek wpływa wiele aspektów. Są to nie tylko choroby, niedobory witamin czy alergie, ale również różne nawierzchnie, które powodują nadmierne ścieranie opuszek w psich łapkach. Nie zapomnijmy również o człowieku, który nieumyślnie wyrzuca szkła oraz śmieci, co również jest przyczyną wielu skaleczeń.

♥     ♥     

Jak wspomniałam wcześniej: spodnia część łap najbardziej narażona jest zimą, kiedy temperatura powietrza jest niska, a podłoże oblodzone i zazwyczaj obsypane solą. Oprócz tego, również lato jest niebezpieczne - kiedy temperatura wysoko wzrasta, a ziemia (szczególnie asfalt) się nagrzewa. Ale czy tylko temperatura jest głównym czynnikiem działającym na szkodę naszych podopiecznych? Nie.
Od kilku lat jestem miłośniczką długich spacerów. Jedynie ulewa, porywczy wiatr, burza śnieżna, czy upał sprawiają, iż rezygnuję z takowych przechadzek (i szkoła - tony nauki). Kiedy pogoda dopisuje spacery z moimi psami nie są krótsze niż 4 km, czasami sięgają nawet 30 kilometrów dziennie, dlatego zwracam wielką uwagę na dobór ścieżek nie tylko pod siebie, ale również pod psa. I dzisiaj właśnie przedstawię mój schemat myślenia, kiedy wybieram trasy spacerowe tak, aby nasz team wrócił do domu w całości, bez żadnych uszkodzeń i z ogromem pozytywnej energii do kolejnego tak długiego wyjścia.
Pierwszym i bardzo ważnym aspektem jaki biorę pod uwagę jest możliwość skaleczenia się psa podczas spaceru. Dla niektórych może być to dziwne, ale w okolicach mojej miejscowości większość ludzi nie patrzy na to gdzie i jakie śmieci wyrzuca, więc na wszelkich polach, łąkach, a nawet w lasach można trafić na szkła, plastikowe odłamki po wszelkiego rodzaju sprzęcie, a nawet na gwoździe. Szczególnie niebezpieczne są przedmioty ukryte w błocie, dlatego w czasie roztopów, bądź ulew omijamy takowe obszary. Nie, to nie są żadne wymysły. Już kilka razy spotkałam się z takimi przypadkami. A co do wyrzucania nieczystości to jestem dobrej myśli, gdyż organy miasta wzięły sprawy w swoje ręce i niektóre tereny zostały już ogrodzone płotem oraz oznakowane tabliczkami z informacją na takowy temat.

Kolejną sprawą, której nie bagatelizuję są wszelkiego rodzaju podłoża. Owszem, nie każde miejsce znam i niestety niektórych rzeczy nie przewidzę, ale staram się zadbać, aby pies szedł różnymi ścieżkami i nie męczył łap idąc całą drogę (kilka km) po asfalcie, żwirze, czy kamienistych ścieżkach. Tak długie spacery po twardych, kamienistych nawierzchniach mogą dać nieprzyjemne skutki. Również rzucanie zabawek psu na takich podłożach nie jest dobrym pomysłem. Pies przy gwałtownym zatrzymaniu może zedrzeć łapki. Również skoki na taką powierzchnię mogą skończyć się z negatywnym rezultatem.


Także masa psa jest dla mnie bardzo ważna. Masa, jak i jego możliwości! Nie zamierzam męczyć masywnego, małego psiaka spacerami, w których przeważa wchodzenie pod górkę. Taki pies się po prostu szybko zmęczy i nie będzie miał ochoty na dalszy spacer. Mam małą kluchę, która ma lekką nadwagę i wszelkie wchodzenie pod górę (obok obwodnicy mam wiele wzniesień terenu) kończy się obskakiwaniem nóg i typowym wzrokiem ,,zmęczyłam się, weź mnie na ręce". Nie lubię nosić psa na rękach, jedynie metalowe, kratkowane mosty pozwalają mu na taką wygodę. No i niektóre sztuczki :)

Podsumowując! Wybór trasy uzależniony jest od pogody, podłoża, masy, możliwości psa (i moich) oraz od przypadków dot. wyrzucania szkła, plastików itd. Staram się żeby nasz spacer był zróżnicowany. Aby pies szedł po różnych drogach - po betonie (ulice w miastach), polnych i leśnych ścieżkach, po wzniesieniach oraz płaszczyznach różnej struktury (kamienie, żwir, piasek). Jednocześnie zwracam uwagę aby takowe ścieżki nie ciągnęły się kilometrami, a ich okolice były jak najbardziej bezpieczne. Wtedy mam pewność, iż pies polubi nowe szlaki, a nasz powrót do domu skończy się bezpiecznie. Jestem osobą, która woli dmuchać na zimno.
Kiedy (kilka lat temu) zaczynałam chodzić na takie dystanse byłam nieświadoma swoich ścieżek - czasami nasz powrót ze spaceru kończył się wizytą u weterynarza, czy lekarza. Aktualnie tak dopasowuję drogi do wypraw z psami, iż od 3-4 lat ani ja, ani pies nie cierpimy na jakiekolwiek dolegliwości. Psiska nie miały problemów z łapami, stawami, czy kręgosłupem, ja również nie skończyłam z maściami rozgrzewającymi i masażami, więc uważam mój tok myślenia za jak najbardziej poprawny.

A Ty jakie masz myśli na temat spacerów? Śmiało, rozpisz się! Każdy ma inny sposób rozumowania,  więc chętnie przeczytam Twoje poglądy dotyczące doboru tras spacerowych :)

14 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post ;) u mnie gdzie tylko jest jakaś łąka czy pole to zaraz pełno śmieci, butelek i nie wiadomo czego jeszcze także bałabym się tam psa wpuścić..

    http://labowamania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post z którym w zupełności się zgadzam. Zawsze wybieram trasy nieutwardzone a jeśli już muszę iść asfaltem to psa ciągnę poboczem.
    Od siebie dodam jednak jeszcze by nie przesadzać z chodzeniem po leśnych trasach. Zabranie psa do lasu oddalonego od miasta o wiele kilometrów pełnego zwierzyny może się źle skończyć. Pies może się zerwać ze smyczy, przestraszyć, w czasie od maja do sierpnia może nas przegonić dzik (BTW słyszeliście że dziki za życiową misję uważają eksterminację psowatych?), może nas z lasu pogonić leśniczy, a w najgorszym wypadku może psa nawet odstrzelić (słyszy się o takich przypadkach cały czas) nawet jeśli zwierz to malec i jest na smyczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj również się zgadzam. Jeśli chodzi o spacery po lesie to również trzeba wziąć pod uwagę wszelkie pasożyty i zabezpieczyć przed nimi psa, jak i samego siebie. Ta sama uwaga tyczy się zapuszczonych łąk i polan :)

      Usuń
  3. Bardzo przydatny post, aż sobie zapisałam:) Zupełnie się zgadzam, co do komentarzu wyżej, jeżeli chodzi o spacery po lesie. Wszyscy tak uwielbiają lasy, a u nas, nawet o tej porze roku można spotkać dzika.. Nienawidzę, kiedy idę po polu, a tam spotykam rozbite butelki, co ludzie myślą, kiedy to robią?

    fastyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post :) Jeśli chodzi o trasy spacerowe to brakuje mi u nas lasu i jakiś fajnych dużych pól :D

    Zwariowaneurwisy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. "Wybór trasy uzależniony jest od pogody, podłoża, masy, możliwości psa (i moich) oraz od przypadków " A także bezpieczeństwa :D
    To samo stosuje u nas. Mieszkam na wsi więc szkło to codzienność. Mimo szła które mijamy na co dzień, Szasta dopiero nad wodą przecięła sobie opuszkę :)
    Spacer przede wszystkim bezpieczny i z szybką możliwością szybkiego powrotu do domu czy do weterynarza jeśli coś się stanie, albo szpitala w przypadku ludzkim :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez ostatnie kilka miesięcy Pimpek trzy razy skaleczył się w łapę, z czego dwa razu koło domu... Raz w bandażu chodził ponad miesiąc. Szkła jest pełno i właściwie nie ma w mojej okolicy tras gdzie go nie spotkam, chyba, że na chodniku, co jak napisałaś również jest złe dla opuszek.
    Ja lubię chodzić na spacery w nieznane- odkrywam powoli okolicę zapuszczając się w miejsca dotąd mi nieznane lub w takie, które widziałam jedynie zza szyby autobusu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Długo czekałam na ten post i zacieram ręce, bo coś wyczuwam, że to będzie długi komentarz.
    Bardzo, bardzo, bardzo i jeszcze raz bardzo dobrze, że wspomniałaś tutaj o śmieciach, które bezmózgowi ludzie wyrzucają gdzie popadnie. Ja spotykałam się z wieloma przypadkami - raz ktoś wyrzucił oponę, wycieraczkę, psią budę!, siatkę ze śmieciami, szkło i jakieś wiadra. Całe szczęście moje Psy omijają to szerokim łukiem, jak już to lekko powąchają.
    O psich łapkach w zimie ja też wspominałam, ale mówiłam raczej tam tylko o dbaniu o psie łapki, a nie o tym, że Pies może się skaleczyć biegając np. w śniegu, bo różne rzeczy tam są.
    Ja po asfalcie raczej nie chodzę. Tzn. jeśli chcę iść w miejsce, gdzie ten asfalt jest, to albo chodzę po tym asfalcie 30metrów (bo około tyle on ma), albo schodzę na pobocze i idę z Psem po trawce. Latem biorę to pod uwagę najbardziej, bo wtedy jest tam gorąco i Pies może się poparzyć. Tak samo zimą - ludzie mogliby posypywać dróżki piaskiem, a nie solą, bo sól nie tylko szkodzi Psom w ich łapki, ale też jest zła dla gleby i dla środowiska.
    Ja Cię podziwiam, że chce Ci się chodzić 30km dziennie, dla mnie to naprawdę wyczyn :D.
    Pozdrowionka!
    psi-temat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. My na szczęście nie miałyśmy jeszcze do czynienia z rozciętą łapą.
    Swojej suczce nie pozwalam wchodzić w śmieci wyrzucone na polach i w lesie, gdy kieruje się w tatmtą stronę po prostu ją odowłuje, chociaż żadko ją do takowych miejsc ciągnie, co jest chyba już kwestią jej przyzwyczajenia i wychowania. My zazwyczaj spacerujemy po polnych drogach lub właściwie nie uczęszczanych aswaltówkach wiejskich, na których samochód jedzie raz na 10 minut i to stwierdzenie naprawdę nie jest przesadą, i w takich miejscah mój pies ma możliwość spaceru bez smyczowego :).

    Pozdrawiamy H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny pomysł! Chyba nie wpadłabym na pomysł o takim poście, do póki z łapami coś by się nie stało. Genialny post - pouczający, bardzo potrzebny. My mieszkając w Warszawie mamy głównie chodniki (na szczęście nie mieszkamy w centrum), ale zdecydowanie częściej chodzimy po trawie. A, i czy znasz jakieś kremy do łap? Głównie chodzi o jakiś nawilżający, np. taki po ciepłym dniu i spacerze po chodniku i asfalcie. Jak na razie myślałam o ludzkim Emolium, ale może znasz jakiś lepszy.
    http://teddythemongrel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie przywiązywałam do tego szczególnej uwagi, dlatego Twój post bardzo nam się przyda :) Tylko raz w życiu miałam sytuację, gdy musiałam nieść Tosię do domu ze spaceru, bo coś jej się stało w łapę... Do dziś nie wiem, czy było to szkło, pszczoła czy może coś jeszcze innego, bo po kilkunastu minutach Tosia przestała kuleć, a po dokładnych oględzinach łapki nic nie znalazłam. Weszła wtedy w trawę (nie była szczególnie wysoka), na której rosła koniczyna. Było to w dość zaludnionym miejscu, bo obok boiska do piłki nożnej, gdzie kręci się sporo osób, więc nie wykluczam opcji, że mógł być to na przykład odłamek szkła, który delikatnie ukłuł Tosię w łapkę. Niestety w ostatnim czasie co chwilę znajduję w tych okolicach rozbite butelki po piwie (nawet koło placu zabaw :\) i zwykle staram się je omijać albo brać Tosię na ręce jeśli nie ma innego wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
  11. My ostatnio pobijamy wszelkie rekordy długości i poznawania nowych miejsc spacerowych, ale to chyba przez to że e końcu mamy z kim chodzić :D. Sama nie mam aż takiej motywacji.
    Emeta łapki cały czas mnie zastanawiają, niezależnie od pory roku ciągle rozwarstwiają mu się opuszki. Po prostu robi się rana bez żadnego skaleczenia, a on wylizując pogarsza sprawę. Nawet buciki nic tu nie pomogą. Na spacer zawsze zabieram ze sobą mini psią apteczkę i jednego bucika w razie gdyby sprawa się pogorszyła. Obecnie ma rozwalone dwie opuszki, a problem trwa już tyle ile jest u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadne maści nie pomagają? Wyniki są poprawne? Może popękane poduszki nie są tutaj powodem samego ścierania, ale braku konkretnych witamin (cynku) w organizmie Emeta, albo alergii. Również niektóre substancje chemiczne mogą drażnić psie opuszki, np. te zawarte w płynach do mycia podłóg, proszki do dywanów itp.

      Usuń
  12. też uważam, że wpis bardzo ciekawy. można dla wielu to jest tylko mowa o 'profilaktyce' ale przecież lepiej zapobiegać niż leczyć. i dobrej wiedzy nigdy za wiele.

    pozdrawiam
    michał
    http://szkolenie-psow-doberman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń