21 maja 2016

Problemy behawioralne

W moim otoczeniu są osoby, które nie znają do końca mojego psa i na pierwszy rzut oka twierdzą, że jest to psina doskonała. Mądra, czysta, a w dodatku do każdego się cieszy! Pozory niestety mylą. Owszem, na spacerze w mieście, w miejscu publicznym mój pies potrafi zachować pełną kulturę. Nie ciągnie na smyczy, nie szaleje, potrafi ładnie się odwołać, a w dodatku wykonać kilka komend jakie już potrafi - pies wręcz wymarzony. Ale tylko na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jest całkiem inaczej. Mogę śmiało powiedzieć, że mój pies ma swoje dwa oblicza.

Jednym jest grzeczna i ułożona sunia, która kocha cały świat. Nie ma wtedy rzeczy niemożliwych. Z tym psem możesz zrobić dosłownie wszystko. Tarmosić, pieścić, brać na ręce, miziać po brzuszku, bawić się każdą zabawką i ćwiczyć wszystko co tylko dusza zapragnie. Każdy człowiek jest wspaniały, do wszystkich biegnie, wita się, skacze, merda tym swoim ogonem i prosi o więcej pieszczot. Oprócz tego kocha każdego zwierzaka, nie ważne czy jest nim większy pies, kot, czy malutka myszka. Jak Goya ma dobry humor to nawet mucha staje się jej najlepszą przyjaciółką.

Jednak są momenty, gdy Goya nie ma w sobie nawet grama uległości. To nawet nie musi być gorszy dzień, kiedy pies wstanie lewą nogą. To może być zwyczajna krótka chwila, w której spokojna psina zamienia się w istną furię. Wtedy trzeba trzymać dystans, a najlepiej nawet na nią nie patrzeć.
Każdy kto do tej pory twierdził, że mam kochanego pieska bardzo się rozczaruje. Kiedyś wspominałam o problemach z Goyą, prawdopodobnie nawet nie raz (np. tu). A to dlatego, że jestem osobą, która nie boi się otwarcie mówić o swoich problemach socjalizacyjnych z psem. Uważam, że lepiej wypowiedzieć się na ten temat głośno, niż ukrywać wszelkie wady. Czasami znajdą się osoby, które nam trochę pomogą swoimi podpowiedziami, inni psiarze będą wspierać nas duchowo, a poza tym - zawsze wiesz na jakim etapie socjalizacji stoisz. A to bardzo istotna sprawa.

AGRESJA
Mój pies od bardzo dawna przejawia napady agresji. Nie potrafię znaleźć powodu, który wpłynął na takie zachowanie. Może Goya za szczeniaka się czegoś wystraszyła, a może jakieś dziecko przypadkowo zrobiło nieodpowiedni ruch i to wpłynęło na jej behawior. A może po prostu ja zrobiłam coś nie tak, czego nie jestem świadoma. Nie mam zielonego pojęcia.

Goya pokazuje ząbki zazwyczaj kiedy ma przy sobie jedzenie, albo zabawkę. W obu przypadkach nie można się do niej zbliżyć, ponieważ skutkuje to atakiem. Kilka razy biegałam po plastry do domowej apteczki, ponieważ nie zauważyłam zabawki, którą młoda zabrała dziecku i schowała w kwiatach. To samo jest z jedzeniem. W kuchni stoją dwie miseczki, standardowo na wodę i suchą karmę. Często jak ktoś wchodzi do mieszkania to pies biegnie z innego pokoju do kuchni i broni miski z granulkami. Ten sam problem pojawia się wieczorami, kiedy suczka przez godzinę stoi nad miskami tylko po to żeby sobie na nie popatrzeć i powarczeć jakby ktoś wyganiał ją do spania.


Próbowałam wprowadzić karmienie z ręki, jednak zamiast pozytywnych skutków pokazywały się negatywne zachowania: ciągłe szczekanie do lodówki, przeszkadzanie przy rodzinnych posiłkach, skakanie do blatów, a nawet wchodzenie na stoły w mieszkaniu. Aktualnie zostawiając psa samego w domu nawet na 20 min powstaje jedna wielka demolka - na stole wszystko jest rozwalone, firanki z okien odsłonięte, a cała reszta jaka się znajdzie po drodze poniszczona. Jakbym miała porównać zachowanie Goyi teraz z tym sprzed roku to z czystym sumieniem i pełną odwagą powiem, że jako szczeniak ten pies był najgrzeczniejszą istotą na świecie, a teraz jest to istny demon.

CHYTROŚĆ
Tak i owszem, mój pies uważa, że wszystko należy do niego. Bardzo często goszczą w naszym domu dzieci. Jak wiadomo takie maluchy są wszystkiego ciekawe i wszystko łapią w rączki. A co wtedy robi Goya? Zabiera to wszystko dziecku... Nie ważne czy jest to ciasteczko, lizak, kredka czy zabawka. Według myślenia tej kluski każda rzecz należy do niej i ma ona do tej rzeczy całkowite prawo. Dziecko dostało ciasteczko od babci - Goya podejdzie i sobie wyciągnie tą słodycz z rączki, po czym usiądzie i (nie, nie zacznie jeść) będzie tego pilnowała. Podobne zachowanie jest w momencie kiedy inny pies ma zabawkę... Goya nie potrafi dzielić się rzeczami nawet z Sashą.

BUNT
Ty mów sobie to, a ja i tak zrobię to.... czyli sposób odbierania większości komend przez Goyę. Idziesz z Goyą na spacer w odległe miejsce - licz się z bólem ręki, bo ona nieustannie ciągnie. Chcesz ją spuścić ze smyczy - okey, ale bądź świadom tego, że przez najbliższe kilka minut nie wróci na zawołanie. Najpierw musi rozprostować łapki i poznać to nowe miejsce, w którym nigdy nie była... nie licząc wczorajszego spaceru, i jeszcze tego sprzed dwóch dni, aaa, no i 3 dni temu przecież też tu byłyśmy!

Tak właśnie jest z Goyą... jednym uchem wpada, a drugim wypada, dlatego też aktualnie nie możemy się wybrać na żadne seminaria, czy zawody. Boję się, że przy pierwszej lepszej okazji pies mi pogna w długą, ponieważ nadal wszystko jest dużo ciekawsze ode mnie.
Oprócz tego kilka podstawowych komend kluska lubi sobie interpretować na swój własny sposób. Czasami zamiast usiąść to się położy, bo przecież tak wygodniej. A czasami zamiast skoczyć przez nogę to przejdzie pod nią, bo ,,po co się wysilać?". No chyba, że masz w ręku jej ulubione smaki samoróbki - wtedy każda komenda jest wręcz perfekcyjna!

NIE ZWRACAJ UWAGI NA MÓJ GŁOS, FILMIK MA NA CELU UKAZANIE CO ROBI GOYA, JAK MA MNIE POD OGONKIEM :) BLOGSPOT ZNISZCZYŁ JAKOŚĆ :/

CIEKAWOŚĆ
Wiecie jak nieswojo idzie się na pustych ulicach mijając parę osób w promieniu kilku kilometrów? Większość powie, że to luksus! Niestety nim nie jest w przypadku, kiedy nasz pies zahacza nosem o torbę, którą niesie starsza Pani wracając z zakupów. Albo kiedy Goya chce sprawdzić czym są koła od roweru, na którym mija nas obcy człowiek.. Staram się w takich momentach skracać (w miarę możliwości) smycz psu i mieć go po drugiej stronie nogi, tak abym była między suczką, a osobą nas mijającą. Niestety czasami przez nieuwagę zdarzają się niemiłe sytuacje. Ale nie zawsze jest to nasza wina!
Powiem szczerze, iż czasami zastanawiam się nad logiką myślenia niektórych ludzi. Wręcz denerwujące jest zachowanie osób, które natarczywie wołają mojego psa i narażają go na niebezpieczeństwo ze strony jezdni. Również nie lubię starszych Pań, które wołają pieska bo ,,taki on jest piękny", ale kiedy piesek z radości skoczy to odstraszają go metalową laską, bo nagle ,,to potwór, jest groźny". Również nie pojmuję rozumowania dzieci jadących rowerem i wołających psa, który nagle mi się do takiego dzieciaczka zrywa. Nawet nie wiecie jaka jestem w takich momentach szczęśliwa, że moje psy nauczyły mnie cierpliwości i stoickiego myślenia!

10 komentarzy:

  1. Muszę się z Tobą zgodzić w sprawie, że nie powinniśmy pokazywać się tylko i wyłącznie z tej najlepszej strony, dzięki której dostajemy od innych masę pochwał i gratulacji. Osobiście czuję się lepiej wtedy, kiedy mogę wszystkim opublikować nasze wady i problemy, z którymi walczymy. Cenię osoby, które pokazują swoje lepsze i gorsze strony, by uświadomić ludziom, że nie ma teamów idealnych. Niestety nadal istnieją osoby, które żyją w przekonaniu, że każdy zwierzak jest dobrze wychowany, ułożony i nie sprawia najmniejszych kłopotów. Rzeczywistość nie jest już taka kolorowa, jak czasami sobie wyobrażamy, a życie ma obowiązek pisania też czarno-białych scenariuszy, żeby pokazać, że istnieją też drogi z ostrymi zakrętami i przeszkodami, które we właściwy sposób należy pokonywać, aby testować samego siebie.
    Beethoven ma trochę inne problemy, bo w rozproszeniach potrafi się skupić (choć zależy w jakich), natomiast jego agresja jest już bardziej niebezpieczna, jakby się wydawało. Każdego psa na napotkanej drodze ma ochotę zagryźć do krwi, dlatego muszę być naprawdę bardzo ostrożna i spacery odbywają się na polach i łąkach dosłownie obok mojego domu. Od czerwca mam zamiar wstawać bardzo wcześnie rano (4, 5), aby pójść na wyczerpujący spacer do lasu i mieć jednocześnie stuprocentową pewność, że o tej godzinie nikogo tam nie spotkamy. Patrzę nie tylko na swoją wygodę, ale też na komfort osób, które napotykamy. Omijamy problemy, bo na chwilę obecną nie mam siły nad nimi pracować - w wakacje zaczynamy prawdziwą eliminację agresji.
    Rozumiem to, w jakiej sytuacji jesteście. Mimo krzyżyków na drodze liczę na to, że kiedyś wystartujecie w zawodach i będziecie na podium! Potrzebna jest cierpliwość, o której wspomniałaś na końcu i praca. Ćwiczenia potrafią dać naprawdę wiele, a dzięki nimi można zrobić spory krok do przodu!
    Problemy też nas różnych rzeczy uczą. Tutaj akurat Ty powinnaś określić, czego się nauczyłaś dzięki Goyi. Wydaje mi się, że nasze psy kochamy najbardziej wtedy, kiedy mają jakieś wady... uświadamiamy sobie, że nasze psy są wyjątkowe!
    Dziewczyny, tak trzymać - widzę, że dużo pracujecie i trzymam kciuki, żeby wszystko szło po Twojej myśli! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również cenię ludzi, którzy piszą otwarcie nie tylko o swoich sukcesach, ale również o tych niemiłych sytuacjach, w jakich się znajdują. Lubię takie posty, ponieważ jak wspomniałam są one źródłem informacji, czasem bardzo przydatnych. Często komentarze pod takimi postami zawierają wiele ciekawostek...
      Napisałaś, że powinnam określić czego się nauczyłam dzięki Goyi. Myślę, że taki post również powstanie i będzie kontynuacją tej notki, ale nie dzisiaj i nie jutro, a za jakiś czas.
      Pracy jest dużo, jak się domyślasz. Codziennie staramy się eliminować wady. Małymi krokami choć trochę zbliżyć się do postawionego celu. Jeszcze sporo intensywnej pracy przed nami, ale ja jak zwykle jestem optymistycznie nastawiona! :)

      Usuń
  2. Znam to zachowanie z filmiku, a raczej znałam, Kiba potrafiła mi wywinąć taki numer w najgorszym momencie, ale udało się to przepracować i wam też się na pewno uda :). Ciekawości też zaznałam, do jakiegoś drugiego roku życia każda torba/ reklamówka przechodnia musiała być chociaż muśnięta noskiem, bo może tam jest bomba? albo jeszcze lepiej- kiełbasa! Gnomik i z tego wyrósł. A co do seminariów nie ma się czego bać, że ci Goya zwieje, przeważnie odbywają się one na ogrodzonym terenie, w razie co można mieć psiaka na smyczy. Właśnie dzięki pierwszemu seminarium, na którym Kiba miała mnie głęboko pod ogonem wszystko się zmieniło. Powodzenia w przepracowywaniu waszych problemów, wierzę, że za jakiś czas wrócisz do tego posta i z uśmiechem będziesz wspominała dawną Goyę :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejciu wybacz, ale nowy desing troszeczkę razi po oczach...
    W agresji po opisie dopatrywałabym się 'agresji z posiadania'. Próbowałaś wprowadzać komendę zostaw (przy zabieraniu zabawek) albo jakiś negatywny bodziec ? Odnosząc się do problemów z miską próbowałaś złamanie rutyny ?
    Teraz 'chytrość' tutaj też bym celowała w obronę zasobów + przy gościach, w miarę możliwości psa zabierała - coby nie miała okazji pogłębiać zachowania.
    Z buntem sami się zmagamy - komenda ? że co ? no to ja biegnę, nara :'). Wiele bym dała za wasze problemy z przywołaniem, tak szczerze to jak pies się pilnuje to ja bym nie miała z tym żadnego problemu... Rudy przychodzi jak mu się zechce, dosłownie.
    Z ciekawością sobie mniej więcej poradziliśmy, przy innym człowieku pies zawsze dostawał smaka, raz z ręki, raz na ziemię a raz rzucałam go przed nas. Wreszcie futro zrozumiało, że jestem ciekawsza bo ja mam smaki, a nie ten drugi człowiek :)
    Zrobiłyście duże postępy, na pewno osiągniecie cel :)

    OdpowiedzUsuń
  4. My mamy problemy z innymi psami. Ostatnim czasem jest tak, że jeżeli pies się nie rzuci na nas to Bonus się rzuca na niego. Kiedy piesek jest za ogrodzeniem to można na usiąść przed nim i zacząć szczekać - CO JEST Z TYM PSEM NIE TAK ?
    Oj jak ja dokładnie znam uczucie kiedy wołasz psa a on udaje głuchego - nawet przyśpieszy.

    Pozdrawiamy
    Biały Krukk

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda na to, że psina po prostu ma Cię gdzieś. Robi jak chce. Miałam tak. Musiałam być bardziej stanowcza, jeśli chciałam wyegzekwować komendę, to pies musiał być a lince/smyczy żeby nie mógł sobie pójść. Ogólnie dużo pracowałam.
    Ale wiesz co? Myślałam, że jest już dobrze. Pimpek nie gonił ludzi (a to z tego powodu poszliśmy do behawiorystki), przychodził, pracował. Tylko... Właśnie wróciłam ze spaceru. Chciałam porobić frisbee. Ta, ja chciałam, pies robił co chciał. Zabierał dysk i glamał, nawet nie myśląc o oddaniu. A jak chciałam to od niego uzyskać, to oszczekał jakiegoś mężczyznę... Wygląda na to, że znowu coś zepsułam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mamy wręcz te same problemy co ty z cola. U nas dochodzi do tego jeszcze stymulowanie bólu i "mam cię głęboko gdzieś, przyjdę gdy będzie mi się chcieć". Nie mniej jednak chwilami jest coraz lepiej (nie licząc agresji). U nas też pojawi się za niedługo taki post jak chcesz posłuchać o naszych problemach to zapraszam :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Bunt to coś co Fado uwielbia! Choć wydaje mi się, że ostatnio się w tej kwestii ustatkował. Tfu, tfu nie zapeszając. To jest strasznie męczące gdy mamy ochotę poćwiczyć a pies ma nas w 4 literach. No cóż, życzymy wam powodzenia! :))
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście, niektórym ludziom wydaje się, że nasze psy to ideały, które urodziły się znając 50 sztuczek i potrafiąc zachować się we wszystkich możliwych sytuacjach... Ile razy słyszałam jak ktoś mówi, że chciały, aby jego pies był tak grzeczny jak Tosia, a w duchu śmiałam się i wyliczałam sytuacje, w których najchętniej wymieniłabym ją na innego psa. My największy problem mamy ze szczekaniem, choć ostatnio idzie nam coraz lepiej i coraz częściej zaczynam Tosię doceniać. Miałam chwile kryzysu, ale zawsze w takich momentach ktoś sprowadzał mnie na właściwą drogę, dlatego się nie poddawałam ;) Z bronieniem zasobów na szczęście nigdy nie miałyśmy problemów, chociaż jako szczeniak Tosia raz w życiu ugryzła mnie, gdy nie zauważyłam, że chowa gryzak pod łapkami. Od tej pory taka sytuacja się nie zdarzyła, mogę wkładać ręce do miski w czasie, gdy Tosia je, brać jej zabawki i wyjmować smakołyki z pyska, a ona macha ogonem. ;) Co do filmiku, skąd ja to znam.. aczkolwiek u nas sytuacja jest o tyle dobra, że Tosia ma świra na punkcie piłeczek i chuckitem da się namówić ją do wszystkiego. Jest jednak typową kobietą, więc gdy ma gorszy dzień niekoniecznie zrobi to o co ją proszę, ale nauczyłam się już z tym żyć.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też jestem zdania, że problemy wychowawcze swoich psów należy nagłaśniać i pokazywać tą drugą stronę pracy z psem - nie przepadam za ukazywaniem swojego psa tylko w jasnym świetle - akurat na moim blogu czy fp często wspominam o moich zmaganiach i postępach na tym polu.

    OdpowiedzUsuń