04 marca 2017

Nasz wstęp do pracy węchowej

Ostatnio zaangażowałyśmy się w coś nowego. Dla nas jest to aktualnie tylko i wyłącznie pochłaniacz wolnego czasu oraz nowe doświadczenie - odkrywanie możliwości kluskowego nosa. Nie ukrywam, nigdy wcześniej nie myślałam o pracy węchowej, choć Goya od zawsze wędrowała z nosem przy ziemi. Zawsze biegała za zapaszkami i sprawdzała interesujące ją wonie. Dopiero jakiś czas temu stwierdziłam, że warto zrobić krok w tym kierunku. Jeśli nie wyjdzie - trudno. Nikt nie powiedział, że to musi być właśnie to ,,coś". Aczkolwiek uważam, iż każdy egzamin, w którym wystawiamy do testu własne umiejętności daje nam możliwość sprawdzenia samego siebie - w tym przypadku naszego teamu.

Zanim zacznę robić coś, o czym za wiele nie wiem - wolę się w danej sprawie oczytać. Dzięki teorii mogę zdobywać (lepsze, poprawne) umiejętności w praktyce. Dlatego przez kilka dni przeglądałam różne strony internetowe. Szukałam podstaw i dowiadywałam się od czego najlepiej rozpocząć taką pracę, aby pies wiedział o co chodzi w owej zabawie.
Niuchanie to oczywiście głównie frajda dla psa. Czasem jest ona prowadzona w celu zmęczenia pupila, zwyczajnej rozrywki, bądź dla zajęcia czasu. Praca węchowa może przybrać również nieco poważniejszą formę. Są psy, które w tej roli czują się naprawdę świetnie i swym węchem pomagają swoim przewodnikom. Są psiaki tropiące ludzi, szukające narkotyków, ładunków wybuchowych itd.

Na tą chwilę nie decyduję się na nic poważniejszego. Aktualnie obserwuję reakcje Goyi na taką formę zabawy. Jeśli jej węch będzie się spisywał, a samo szukanie będzie przynosiło jej wiele przyjemności to jestem przekonana, że postawimy krok do przodu. Sprawdzimy się w rozproszeniach - kto wie... może byłoby z tego coś wielkiego. Staram się jednak omijać te myśli, bo nie czas na tak zaawansowane plany, jeszcze nie teraz. Na tą chwilę wolę się cieszyć z małych rzeczy oraz drobnych postępów, bo jak wspomniałam wyżej - to jest dopiero sprawdzian, a sama praca węchowa nie musi być w stu procentach tym, czego szukamy. Aktualnie zasiałam małe nasionko, ale czy ono wykiełkuje i da owoce - tego dowiem się w niedalekiej przyszłości.
Zaczęłyśmy więc od najprostszych form, jakie udało mi się wyszukać. Pierwszym zadaniem było wskazanie przez Goyę, w której dłoni znajduje się ukryty smakołyk. Przy kolejnym postawiłam na nakrętki - ustawiłam 3 obok siebie (w każdej dodatkowo wyrobiłam po jednej dziurce, aby na początek ułatwić psu zadanie). Pod jedną ukryłam smakołyk, zawołałam psinę i czekałam na jakąkolwiek reakcję. Za wskazanie prawidłowej nakrętki - nagroda.
Żeby trochę urozmaicić zabawę i zachęcić psa do myślenia postawiłam na (dodatkowo) jeszcze dwie formy zabawy. Jedna polegała na schowaniu ulubionej maskotki Goyi (na początek nic skomplikowanego) i nakłonienie psa do znalezienia oraz przyniesienia zabawki. Druga polegała na tym, że to ja się chowałam - w terenie. Wybrałam się z przyjaciółką i Goyą na spacer. Poprosiłam koleżankę o zajęcie na chwilę psa, a kiedy się schowam, o puszczenie smyczy. Jeśli zostałam znaleziona - Goya otrzymywała nagrodę w postaci szarpania.

Na ten dzień mogę śmiało powiedzieć, że postępy są widoczne. Na początku Goya nie wiedziała o co dokładnie chodzi, jednak po chwili coś ją olśniło. Wiedziała, że ma używać nosa, zamiast patrzeć na mnie błagalnym wzrokiem z prośbą o smakołyk. Wystarczyło kilka treningów aby pies dobrze radził sobie z odnalezieniem przekąski w jednej z moich dłoni.
Z nakrętkami było nieco więcej problemów. Goya na początku łapała je w pyszczek, następnie przesuwała łapą. Nie wiedziała co ma z nimi poczynić. Do tego zadania było o wiele więcej podejść - dość krótkich, gdyż nie chciałam aby Goya przyswajała nieprawidłowe nawyki w tej zabawie. Po kilku ćwiczeniach kluska zaczęła węszyć. Na początku nie szło jej zbyt dobrze. Wąchała i wąchała, ale nie mogła znaleźć smaczka. Po chwili siadała i patrzyła na mnie z wyrazem pyska ,,nie ma, no naprawdę nie ma...no pokaż gdzie jest". Aktualnie jesteśmy na takim etapie, gdzie raz Goya wskaże prawidłową nakrętkę (pod którą znajduje się ukryta pyszność), a raz niestety nie. Będziemy ćwiczyć dalej!
Zabawa w chowanie zabawki do tej pory była naprawdę efektowna. Przebiegała całkiem sprawnie i dawała bardzo dobre, szybkie rezultaty. Na początku wybierałam proste, widoczne miejsca. Raz schowałam maskotkę pod komodą, raz na komodzie, innym razem między poduszkami na łóżku. Goya nie miała problemów z znalezieniem zabawki. Myślę, że czas zwiększyć poprzeczkę tego zadania.
Z odnalezieniem mnie w terenie pies również nie miał problemów. Goya przybiegała do mnie w mgnieniu oka. Starałam się wybierać niewidoczne miejsca, gęste krzewy, niskie drzewka owocowe, murki - Goya poradziła sobie z każdym wyzwaniem. Jestem z niej naprawdę zadowolona. Zobaczymy jak nasza praca węchowa będzie wyglądała za miesiąc i jak będą przebiegały jej etapy. Ciekawe czy Goya dalej będzie pozytywnie nastawiona na ową formę zabawy.  A może po chwili stwierdzi, że to wszystko jest nudne i nie warto marnować swojego psiego czasu, podczas którego może sobie spać albo gryźć zabawkę.
~smakołyk odsłonięty na potrzeby zdjęcia~

2 komentarze:

  1. Bardzo się cieszę, że znalazłyście jakieś zajęcie dla siebie!
    Dla psa węszenie to frajda, super że Goya lubi to poza spacerami :D
    Mamy nadzieję, że nie skończy się tylko na zajęciach w domu, warto wybrać się na jakies semi!
    Powodzenia w dalszej pracy! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że się tak w to wkręciłyście! Nela również kocha niuchać, na spacerze jej nos cały czas chodzi, hahah ;) Również od czasu do czasu chowam się przed Nelą lub robię jej zgadywankę typu "w której ręce jest smakołyk", jednak do tej pory o niczym poważniejszym nie myślałam, może czas się zastanowić...
    Pozdrawiamy i życzymy dalszych postępów! :)

    OdpowiedzUsuń