12 września 2017

Sens posiadania psa...

Ostatnio na naszym blogu pojawiła się pustka. Taka sama jak na środku łąki, gdzie słychać jedynie ptaków śpiew... gdzieś w oddali. Można byłoby powiedzieć, że zrobiliśmy sobie wakacyjny urlop od blogowania, ale tak się nie stało. Powodem nie jest również brak motywacji, czy pomysłów na posty. Koncepcji jest bardzo wiele, ale nie są one ściśle związane z popularną aktualnie tematyką.

Patrząc na swojego bloga i na cały wirtualny psi światek mogę stwierdzić, że najbardziej popularnymi tematami ostatnich kilku miesięcy były posty wyróżniające najchętniej czytane blogi, Fanpage, ulubione rasy i inne rzeczy, które śmiało mogłyby się znaleźć w top 5, 10, 15 itd...
Oprócz tego, bardzo popularne stały się poradniki DIY i haule zakupowe... No i nie można zapominać o publikacjach dotyczących psich sportów oraz osiągnięć.
U nas, w ostatnich kilku miesiącach, nie działo się nic nadzwyczajnego. Prowadzimy bardzo naturalne życie. Nie ma ćwiczeń, sztuczek, treningów, a posłuszeństwo pojawia się w naszym życiu tylko wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebne (np. podczas spacerów).
Po co więc pisać o tym, że nic się u nas nie dzieje? Po co wspominać o naszej obfitej pracy, skoro nie robimy zupełnie nic? Dla wyświetleń? Nie!!!
Nie zamierzam poruszać tematów, które nas w żaden sposób nie dotyczą. Po co mam okłamywać Czytelników? Po co zanudzać kolejną notką, upodobnioną do wpisów na stu innych blogach?
Prawda jest taka, że ostatnio nasze życie jest po prostu... nudne. I wiecie co?
Podoba mi się to, naprawdę mi się to podoba. Nie myślę o tym, czy zapomniałam o treningu i czy jakiś trick wychodzi nam źle. Nie nakręcam się na sukcesy i nie szlifuję danej sztuczki, aż zostanie wykonana perfekcyjnie. Szczerze mówiąc... mam ostatnio to wszystko gdzieś.
Goya jest szczęśliwa, widzę to w jej oczach. Przychodzi kiedy tego potrzebuje. Kładzie się obok, opiera swój pyszczek na moich nogach i daje znać, że oczekuje pieszczot - i wtedy je dostaje. Czasem przyjdzie i zaczyna skakać, pobiegnie gdzieś w kąt i zaraz wróci z zabawką pokazując, że ma ochotę na szarpanko. W rezultacie razem się bawimy. A czasem po prostu pójdzie w róg ściany i tam się położy, bo chce spokoju i wtedy wie, że bez przeszkód może odpocząć.
I to jest ten sens posiadania psa. Nie sport, nie sukces. To nie jest ogromna ilość sztuczek, cała szafa zabawek i pełna garderoba akcesoriów spacerowych. Sens posiadania psa, to bycie dla siebie.
To te małe szczegóły, które dostrzegamy w sobie wzajemnie. Ten moment, w którym wiemy, że psa coś boli, że mu się nie chce, albo ma na coś ochotę. To takie dni, w których nie chcemy na siebie patrzeć, a pod koniec dnia biegniemy w swoją stronę, niczym w scenie z romantycznego filmu. To chęć spędzania ze sobą czasu, delikatnego głaskania. To ten pyszczek na kolanach i oczy wpatrzone w ludzką twarz mówiące "kocham Cię". I w końcu... to ten merdający ogonek na Twój widok. To tylko tyle... nic więcej.
Dziś oddałam się refleksji posiadania psa, bo tak to czuję. I nawet psie zabawki oraz akcesoria nie równają się z miłością do tej małej, kudłatej kluski... i nie tylko jej, bo po prostu - z miłością do zwierząt. Chciałam napisać coś od siebie, więc to zrobiłam i mam nadzieję, że nie tylko ja tak uważam.
Czym dla Ciebie jest sens posiadania psa? To laury i osiągnięcia? A może to zwykły patyk wyłowiony z wody i przyniesiony do ręki? A może to zwykłe merdanie ogona na Twój widok? 

1 komentarz:

  1. Post jak najbardziej ciekawy, warty czytania. Po za tym blog cudowny przejrzysty, mój ulubiony!

    OdpowiedzUsuń