08 lutego 2017

Dobre decyzje zaczynają się od dobrej kawy...

Czasem w naszym życiu są takie momenty, które mówią jasno, iż trzeba usiąść przy kawie i przemyśleć kilka spraw. Zrobiłam więc kawę, złapałam za paczkę ciastek oraz mój zeszyt treningowy i usiadłam. Zaczęłam zagłębiać się w moje rozpiski i wszystko powoli analizować. Teraz jestem zupełnie świadoma na czym stoimy. Jestem również przekonana, że czas realizować marzenia i plany, które chodziły za mną kilka dobrych lat.

Wracając do mojego notatnika, w którym planuję i podsumowuję nasze treningi - stwierdziłam, że zamienię go na wersję "kieszonkową". Będzie to dla mnie o wiele wygodniejsze, gdyż notesik zawsze znajdzie się pod ręką. Zapiski zaś będę mogła prowadzić w każdej chwili. Dotychczas mój dziennik zawierał jedynie ustalony program i krótkie sprawozdania. Teraz będę mogła rejestrować w nim wszystko, bo bez względu czy będę na mieście, w parku, czy na dworcu kolejowym - będę mogła naskrobać swoje myśli (odnośnie pracy z psem) w każdym momencie. A przynajmniej takie mam plany, gdyż posiadam nadzieję, że taka zmiana schematu wyjdzie nam na lepsze.
Odnośnie samych treningów - tu także zamierzam wprowadzić małe zmiany. Po głębszej rekapitulacji wiem, że są rzeczy, które wychodzą nam już perfekcyjnie, ale są również takie komendy, przy których wykonaniu można płakać i ubolewać. Dlatego poświęcimy im o wiele więcej czasu. Ale zanim się za nie zabierzemy - mam jeszcze inne plany...
Zacznę klusię socjalizować od nowa. Najpierw naprawię z psem pracę w każdych możliwych rozproszeniach, a dopiero później wezmę się za ciężką i solidną robotę. Dlaczego?
Goya jest psem, który ,,jak chce to potrafi". Potrafi w domu, potrafi na ogrodzie... ale na terenie otwartym, gdzie jest milion rozproszeń to już niestety nie potrafi. Ale nie dlatego, że nie ma do tego motywacji. A dlatego, że cała reszta świata, poza mną, jest bardziej rozrywkowa i interesująca. Z tego powodu od jakiegoś czasu wystawiam się na pośmiewisko innych ludzi. Idę z psem na osiedlową uliczkę, gdzie za bramami posiadłości szczekają inne psy, co kilka minut przechodzi nieznajomy, a co jakiś czas przejeżdża samochód. I co robię? Idę sobie z psem, ustawiam go, a później niczym mały debilek biegnę kawałek dalej, zatrzymuję się i krzyczę ,,Goya, Goycia, do mnie, no chodź do pańci, do mnie - grzeczny pies, dobry pies!" i nagradzam ją smakołykiem. I tak oto z gracją "idiotki" krzycząc na całe osiedle zwracam uwagę psa przez kilka dobrych minut. Po czym szczęśliwa (z uśmiechem ,,od ucha do ucha") z udanego treningu wracam z kluską do domku.
W mieszkaniu nasze treningi również uległy zmianie. Zamiast nauki sztuczek wprowadziłam pracę nad mięśniami, równowagą itp. Głównie ćwiczymy na poduszce sensomotorycznej i piłce do fitness'u, ale w późniejszym czasie na pewno coś jeszcze dojdzie. Staram się jednocześnie odchudzić psa i poprawić jego koordynację.
Poza tym opuściłam kilka treningów i postawiłam na dłuższe spacerki. I chyba mnie olśniło, gdyż wpadłam na pomysł, żeby spróbować z Goyą pracy węchowej. Przyznam, że nigdy wcześniej o tym nie myślałam, a przecież moja kluska od zawsze wędruje z nosem przy ziemi i gna za zapaszkami. Może to nie jest taki głupi pomysł. Aktualnie tylko czytam o różnych metodach i ogólnych początkach, bo nigdy wcześniej się tym nie interesowałam. Sądzę, że warto spróbować. Jeśli to się uda, to postawiłabym nawet na seminarium z aktywnym udziałem Goyi - dlatego... zobaczymy co z tego wyjdzie. Swoją drogą, to może właśnie ktoś z Was próbował ze swoim pupilem pracy węchowej i doradzi nam od czego możemy zacząć?

Oczywiście nie nakręcam się na większe sukcesy w jakiejkolwiek dziedzinie. Chcę tylko osiągnąć w moim psie 100% zainteresowania mną, bo to na pewno ułatwi nam pracę w przyszłości, a planów jest wiele. Marzy mi się udział w zawodach i postaram się do tego dążyć, ale nie jakimkolwiek kosztem - swoim czy psa. Jeśli Goyę nakręca jeden pies, bądź obcy człowiek, to co byłoby na takich zawodach? Nie chcę wiedzieć. Chcę żeby moja kluska miała w nosie inne istoty, kiedy pracuje ze mną. I tym samym wiedziała, że może się przywitać z tym psem, tą Panią, tym Panem, bądź dzieckiem tylko wtedy, kiedy ja na to pozwolę. Ale do takich wyzwań, trzeba zmienić taktykę...nie tyle psią, co moją - ludzką.
Czas na to, by pewne zasady stały się złote, dla obu stron smyczy... 
...a to wszystko za sprawą dobrej kawy...

11 komentarzy:

  1. Jeżeli chodzi o debiut na zawodach to bardzo polecam imprezę organizowaną przez oddział Łódź w połowie września w OSiR Wawrzkowizna. Warunki są bardzo sprzyjające, rozproszeń jest naprawdę niewiele, a do tego we wrześniu można spodziewać się przyjaznej psom pogody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Pamiętam, że na Waszym blogu była relacja z zawodów w tym miejscu, więc naprawdę dziękuję za radę i jednocześnie przypomnienie. Fajnie, że zawody są we wrześniu, to pozwoli nam na dobre przygotowanie się do takiego podejścia. Myślę, że to mogłoby się udać - będziemy próbować!

      Usuń
  2. Ja także posiadam taki notatnik, który służy mi jako dziennik treningowy. Szczerze mówiąc nie prowadzę go regularnie, czasami jak wrócę z treningu to od razu go podsumowuję, a czasem zupełnie o tym zapominam.
    Niedawno miałam plany, by wystartować kiedyś na zawodach z Nero, ale teraz stwierdziłam, że chcę ćwiczyć obi dla nas, tylko i wyłącznie dla rozrywki. Muszę całkowicie zagłębić się w ten sport, przećwiczyć całe mnóstwo rzeczy i dopiero wtedy zdecydować, czy jesteśmy gotowi na zawody czy nie.
    Beethoven również uwielbia węszyć, na spacerach widzę jaką sprawia mu to radość, ale na seminarium raczej się nie wybierzemy, że względu na jego agresję.
    Praca, praca, praca... wtedy można osiągnąć sukces, poprzez intensywne trenowanie. Mam nadzieję, że zobaczę Was kiedyś na podium! ;)
    psi-temat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Też myślałam, żeby z moimi psami zacząć coś "węszyć", ale tak dla siebie. Z seminariami i tak by nam nie wyszło ze względu na agresję do innych psów. Życzę powodzenia w dalszej pracy i jak najwięcej sukcesów! ;)
    Pozdrawiamy M&B

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami zmiany się przydają, te u Was wychodzą Wam na dobre :) My mamy w planach kupienie dysku sensorycznego, czaję się na niego już dłuuugi czas ale nigdy nie miałam okazji. No i również myślę o rozpoczęciu pracy węchowej. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tego dysku... ja nie trafiłam na promocję, ale widziałam w miejscowej Biedronce, że są i taki dysk jest za 16 zł. Tak więc warto sprawdzić, a może uda się kupić okazyjnie w takiej fajnej cenie :)

      Usuń
  5. Ja kupiłam poduszkę sensoryczną rok temu chyba, zakup świetny tylko pies nie potrafi się przekonać do stania na niej. Ale z tym był problem, Szasta nie lubi stawać na innych przedmiotach w tym nawet nie oprze się o moje nogi.
    Węszenie jest super ! Ja ze swoją bawię się w tropienie na zewnątrz ale chyba poszukam i poczytam na internecie co kolwiek i zacznę mocniej w to się kierunkować :P
    Pozdrawiam, Złoty Pies

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś nagradzać nawet na proste położenie jednej łapy? U nas na początku też nie szło najlepiej, ale nagradzałam za każde dotknięcie łapą dysku i Goya w końcu sama przekonała się do takiej formy zabawy :)

      Usuń
  6. Oj nie zmieściłabym się w takim notatniku! :D
    Trzymam za Was kciuki, ćwiczenia to pikuś, reszta zajmuje o wiele więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie powiedział, że będzie on tylko jeden. Ale na pewno będzie to dla mnie wygodniejsza forma. Sporo fajnych pomysłów przychodzi mi podczas wypadów ze znajomymi, czy rodzinką... bądź w czasie długich spacerów. A, że niestety pamięć mam słabą, to umożliwi mi to szybki zapis chociaż krótkiego zarysu moich planów.
      A co do ćwiczeń - zgadzam się! To pikuś :D

      Usuń
  7. Z tymi sztuczkami to mamy podobnie, zazwyczaj robimy coś na 70% i tak to już potem olewam, a z biegiem czasu nie wygląda to fajnie.
    Trzymam kciuki aby plany wypaliły, szczególnie socjal bo to chyba najcięższe.

    OdpowiedzUsuń